Inspiracje

Sesja narzeczeńska to prawy sierpowy – wywiad z fotografem Jackiem Siwko

14 maja 2018

 

Tworzy fotografię dla nieśmiałych. Sesje zdjęciowe z nim to celebrowanie uczuć, chwili, miłe spotkanie. Nie musicie pozować, bo dla niego najważniejsza jest naturalność i emocje, które są między Wami – Jacek Siwko.

Podczas czytania wywiadu dowiecie się, czym dla niego jest miłość, jakie sesje lubi, jakim jest fotografem. Poznacie jego pasję tworzenia.

W serii wywiadów z fotografami przybliżymy Wam ich pracę, miłość do aparatu i do Was 🙂

 

1. Powiedz mi, lubisz fotografować miłość?

Nie tylko, lubię całą gamę emocji. Zdjęcia bez nich są nudne. Czasem w galeriach widać takie coś na fotografii: ktoś stoi na baczność i patrzy w obiektyw. Nic ciekawego. A fotografie, na których jest śmiech, ekscytacja, radość – nie wspominając o wzruszeniu, uniesieniu, zagniewaniu – wywołują uczucia u oglądających. “Produkując” tego typu zdjęcia tworzysz perpetuum mobile. Ktoś, kto miał “motyle w brzuchu” w chwili zrobienia zdjęcia, będzie czuł się podobnie wracając do tych fotografii w przyszłości. Wyjaśnię Ci moją teorię dotyczącą roli fotografa współpracującego z parami:
W miłości są różne etapy, „motyle”, potem “zwykłe dni”, po nich znów te bardziej ekscytujące itd. Raz nad kreską a raz pod. Bądźmy szczerzy, żadna kobieta nie mówi do męża/narzeczonego: “wynieś śmieci, mój ukochany rycerzu”… Pary przychodzą na sesję wcale nie po zdjęcia, ale po to, by pobyć ze sobą. Fotograf musi umieć wytworzyć wehikuł, który przeniesie parę do tych okresów w związku, gdy fruwają motyle. To coś w rodzaju terapii. Może to duże słowo, ale chodzi o to, by umieć wpływać na emocje. Najlepiej robić to, nie tak, jak większość fotografów skupiając się na pozach, ale poprzez rozmowę, wciąganie pary w specyficzną grę. Nikt, kto przychodzi na sesję nie zacznie za chwilę otwierać serca przed fotografem lub płakać ze wzruszenia, ale przez odpowiednie poprowadzenie sesji można do takich emocji dotrzeć. Trzeba zacząć od rzeczy lekkich, śmiesznych. Do tematów poważniejszych można dojść dopiero, kiedy zyska się zaufanie fotografowanych osób. Moje metody działają tylko w jednym przypadku: para musi być w sobie zakochana. Im dłużej trwa takie uczucie, tym lepiej. Związki po kilku latach stają się mocniejsze i silniejsze jest uczucie, które je łączy. Fotograf ma wtedy na wyciągnięcie ręki całe zasoby przeżyć, do których może się odwołać. Właściwie to para się tym zajmuje, fotograf jedynie naprowadza parę na te sprawy.
Tak – lubię fotografować miłość.

 

2. Co Cię najbardziej inspiruje w fotografii ślubnej?

To jest bardzo trudne pytanie, ale odpowiem tak jak to czuję: jako fotograf możesz spędzić jeden dzień z różnymi rodzinami. Widzisz jak radzą sobie w sytuacji stresu, rozmawiasz z ojcem o tym, jak to się stało, że przed chwilą trzymał na rękach swoją malutką córeczkę a za moment będzie prowadził ją do ołtarza. Różne historie, które mam przywilej słuchać w “pracy” są dla mnie największą inspiracją.

3. W jaki sposób starasz się nawiązać kontakt z Parą Młodą, aby dobrze się wam współpracowało?

Wykorzystuję techniki przekazane mi przez dziadka. On jest popularny gdziekolwiek nie pójdzie. Lubi go pan parkingowy, sprzedawczyni w sklepie, etc. Kiedyś zarzucił policjantowi, że ów ukradł mu portfel. Policjant nawet się nie obraził, tylko pomógł mu go znaleźć pod siedzeniem w samochodzie. Długo zastanawiałem się nad tym fenomenem. Nie chodzi o to, że mój dziadek to niezły ancymon, tylko o to, że umie rozmawiać z ludźmi. Każdy z nas najbardziej lubi słuchać lub rozmawiać o sobie lub o tym, co nas interesuje. Gdy rozmawiasz z kimś (niezależnie od tego, czy to jest para młoda, czy klient z innej beczki) i dajesz tej osobie okazję, by zdradziła ci czym się interesuje to wtedy współpraca jest banalnie prosta. Zaczynasz rozmowę na interesujący tę osobę temat i potem wszystko już samo się kręci. Mam swój specjalny formularz dla par, które mają przyjść na sesję. Pytam tam o różne rzeczy związane z ich historią. Owszem są osoby, które krępują się o sobie opowiadać, ale to nie są moi klienci. W odpowiedziach dostaję fenomenalne historie, które wyciągamy sobie podczas robienia zdjęć. Jest śmiesznie, ale czasem może być i nastrojowo. Okazuje się, że pary nie muszą się wcale tak dobrze znać, jak im się wcześniej wydawało. Kiedyś jedna dziewczyna napisała mi w mailu po sesji, że nie sądziła “że jej narzeczony jest tak romantyczny”. To było po sesji narzeczeńskiej, więc to tylko pokazuje, jak fajną mamy pracę, możemy pomagać się ludziom otworzyć.

4. Chciałam podpytać Cię o sesje narzeczeńskie. Jest to trend, który w Polsce staje się coraz bardziej popularny?

Myślę, że już się stał. W zasadzie nie oddzielałbym tego od fotografii ślubnej. Dla mnie to pierwszy krok w poznawaniu moich par. Bez sesji narzeczeńskiej o wiele ciężej jest odnaleźć klucz do naturalnych zdjęć w dniu ślubu.

5. Polecasz parom, które fotografujesz, aby skorzystały z takiej sesji?

Nie tyle polecam, co składam propozycję nie do odrzucenia.

6. Propozycje nie do odrzucenia? Zdradź jak rozmawiasz o tym z Parą Młodą?

Uchylę się od odpowiedzi. To jest związane z moją strategią w firmie. Zdradzę tylko tyle, że propozycję dostają tylko te pary, z którymi dochodzi do rozmowy. Nie chcę by sesja narzeczeńska działała na zasadzie wabika. To musi być gwóźdź przybity w odpowiednim momencie. Nie jestem typem sprzedawcy, który chce mieć każdego klienta. Nie oznacza to, że odrzucam kogokolwiek, ale to para musi mnie chcieć pierwsza. Polecam innym fotografom oglądanie boksu, tam decydujący cios przychodzi z reguły w najmniej spodziewanym momencie. Jeśli szukasz tytułu tego wywiadu to proponuję: “Sesja narzeczeńska to prawy sierpowy…”

 

7. Masz jakieś swoje pomysły na tego typu sesje, konsultujesz to z Parą Młodą, czy zdajesz się w całości na nich?

Nie jestem fotografem kochającym gadżety czy kreowanie sztucznych sytuacji, więc sesja ze mną to jest po prostu czas spędzony wspólnie. Od kilku lat mieszkam na Mazurach, więc staram się ściągnąć moje pary w te strony. Nie każdy lubi naturę, więc cześć sesji robię w miastach. Wtedy jestem otwarty na pomysły, ale tylko jeśli chodzi o lokalizację.

8. Jak można wykorzystać zdjęcia z sesji narzeczeńskiej? W jakiej formie przekazujesz takie zdjęcia?

Najczęściej lądują w albumie wręczanym jako podziękowanie dla rodziców. Czasem widać je na zaproszeniach ślubnych, w formie dekoracji w miejscu przyjęcia weselnego. Nie mam jednego modelu, którego się trzymam.

9. Na koniec – co radzisz narzeczonym, którzy zastanawiają się nad taką opcją sesji?

Żeby przestali się zastanawiać. To musi być krótka piłka. Robimy i już. Odsyłam do pytania numer 6. Zresztą nie wiem czy między słowami nie mówiłem już o tym kiedyś, w którymś z odcinków podcastu Niezłe Aparaty. A wracając do pytania to dla mnie nie jest to sprawa “czy”, ale “kiedy”. Użyję cytatu z mojego ukochanego Pana Zagłoby: “Inaczej nie może być”.

Dziękuję Jackowi za wywiad!

Polecam Wam zobaczyć więcej fotografii na jego blogu: >>KLIK<<

You Might Also Like

1 Comment

  • Reply Jacek 15 maja 2018 at 09:36

    Coż za zaszczyt 🙂 Dziękuję serdecznie za możliwość opowiedzenia o moich ulubionych sesjach <3

  • Leave a Reply